Fanatycy rządzą stolicą
Posted By admin on 4 sierpnia 2010
Według tłumaczenia słownikowego fanatyzm to zjawisko społeczne polegające na ślepej i bezkrytycznej wierze w słuszność jakichś poglądów politycznych, religijnych lub społecznych. Przejawem fanatyzmu jest skrajna nietolerancja wobec przedstawicieli odmiennych poglądów. Fanatycy zawsze się zdarzają, w każdej grupie społecznej. Ale co się dzieje, kiedy takiemu fanatykowi pozwoli się na podejmowanie decyzji?
Kilkunastu fanatyków już mieliśmy w dziejach historii. Za największego uznać można Adolfa Hitlera. Oczywiście wiele by można mówić o jego fanatyzmie, ja jednak odwołam się do historii najnowszej, czyli… dnia wczorajszego. Wczoraj kilkudziesięciu takich fanatyków broniło krzyża pod Pałacem Prezydenckim nie pozwalając go przenieść na teren stołecznej parafii. O tym, że krzyż stoi tam niezgodnie z prawem wiedza wszyscy. Oczywiście w okresie żałoby po prezydencie Lechu Kaczyńskim jego obecność pod Belwederem była tolerowana, ale czas na „samowolkę” się skończył.
Sami harcerze, którzy postawili krzyż pod Pałacem są za przeniesieniem go w inne miejsce. Za tym opowiadają się także księża, choć ci jak zwykle stanowiska ie chcą zajmować w tej kwestii udając spolegliwych. Chcą tego politycy i słusznie, tragedia tragedią, ale logika musi w tym wszystkim zaistnieć. Sami fanatycy okrążyli wczoraj krzyż i bili się z policją i strażą miejską nie pozwalając przenieść krzyża. Władze uległy i wstrzymały ten proces. Na jak długo? Nie wiadomo. Faktem jest za to, że cała ta sytuacja i spór o krzyż pod Belwederem przypomina absurd.
Fanatyzm religijny przypomina dziś w Polsce pogaństwo. Ci wszyscy obrońcy krzyża łamią wszystkie zasady wyznawanej wiary w imię symbolu. Przecież którego krzyża nikt zniszczyć nie chce, lecz tylko przenieść. Sama walka ma jednak bardziej charakter polityczny. Zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego przeciwko zwolennikom Platformy Obywatelskiej. Kto wygra? Na razie „rydzykowski” fanatyzm religijny jest górą i trudno przypuszczać, że ta sprawa rozstrzygnie się pokojowymi metodami.
Co ciekawe, sami księża nie zajmują stanowiska, choć to oni w główniej mierze powinni rozwiązać ten konflikt. Co to oznacza? Że PiS – coraz bardziej nienawidzony za swoją postawę i „nadmierną miłość” do Kościoła katolickiego w Polsce wystawa się na strzał, a sami duchowni załatwiają swoje sprawy w „białych rękawiczkach”. Moim zdaniem jest to sygnał, by zdecydowanym cięciem odłączyć kościół od polityki w Polsce. Żadnych mszy uroczystych w dniu zaprzysiężenia prezydenta, ale przysięga państwa. Tymczasem PO mówi o polityce bez duchownych, a sami uprawiają demagogię w celu solidarności z duchownymi, którzy od lat są szarymi eminencjami polskiej polityki.
Edi
Comments