Haki, czyli co polityk ma na sumieniu
Posted By admin on 17 lutego 2010
Do tego się już w naszej polityce przyzwyczailiśmy. Nie ma chyba miesiąca, żeby któryś z czołowych polityków nie straszył swoich rywali „hakami”. Oczywiście nie chodzi tutaj o merytoryczną dyskusję na logiczne argumenty. Zazwyczaj są to prawdziwe teczki dowodzące, że ktoś coś kiedyś przeskrobał. A skrobią sobie różnie – jedni mniej, drudzy więcej. Czy tak powinno wyglądać życie polityka?
Dzisiejszy artykuł to nasza „reakcja” na wypowiedź byłego wicepremiera, Romana Giertycha dla „Rzeczpospolitej”. Mówił on w wywiadzie dla dziennika, że Jarosław Kaczyński „jest głównym zbieraczem haków, najgłówniejszym w Polsce”. Najbardziej nielubiany polityk minionego rządu uważa, że teczki z hakami na polityków opozycji, czyli Platformy Obywatelskiej były standardową procedurą.
My ze swojej strony teczek PiS-u roztrząsać nie będziemy, choć znając braci Kaczyńskich wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby słowa Romana Giertycha okazały się prawdą. Tylko czy Romanowi Giertychowi wierzyć można? Dał się nam już poznać ze złej strony i dziś śmiało możemy powiedzieć, że nie jest to wiarygodna osoba. A już sam fakt, że nagle ożywił się w przeddzień kampanii z takimi informacjami, pozwala przypuszczać, że czegoś się od polityków PiS nauczył i sam ma kilka ciekawych „haków”. W tym wypadku nie na PO, ale na PiS.
Oczywiście sama ideologia to czysty kabaret. Wiadomo, że ludzie łakną krwi, jeśli wychodzą na jaw polityczne przekręty i dwuznaczne sytuacje. Wtedy osoby mataczące są obiektem ataków mediów oraz opinii społecznej. Co ciekawe – sam przedstawiający haki także nie jest dobrze postrzegany. My jednak zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób takich „haków” się szuka. Polityk z założenia nie może być niemądrym człowiekiem. Przy tym powinien być ostoją prawości i uczciwości. Po jakimś czasie się okazuje jednak, ze każdy polityk ma coś na sumieniu. Stąd też osławione już haki tak często pojawiają się przy okazji kampanii wyborczych.
Czy to Roman Giertych, Andrzej Lepper, Donald Tusk, czy też bracia Kaczyńscy – wszyscy politycy poddawani są ostrej cenzurze. Nie mogą sobie pozwolić na jakiekolwiek nieprawidłowości, bo w przeciwnym razie wcześniej czy później każdy przekręt ujrzy światło dzienne.
Wynika z tego, że każdy polityk musi się liczyć z tym, że zostanie wcześniej lub później o coś oskarżony. Pytanie tylko, czy owe haki będą miały pokrycie w dowodach. Bo samo oskarżenie to jeszcze nic wielkiego – skutek uboczny uprawiania polityki. Wszak każdemu dogodzić nie można, a niektóre decyzje wymagają przecież zdecydowania, a to ie zawsze podoba się społeczeństwu. W żadnym wypadku nie opowiadamy się tutaj po stronie Prawa i Sprawiedliwości oraz braci Kaczyńskich. Ale jeśli takie teczki rzeczywiście istnieją, to oznacza, że politycy PO mają wiele na sumieniu. Oznacza to także, że posiadający takie teczki bracia Kaczyńscy również mogą być winni, bo same dowody (haki) mogą pochodzić z nielegalnego źródła. Ośmiesza się przy tym sam Giertych zarzucając PiS-owi zbieranie haków, bo przecież on sam dziś takiego haka na braci Kaczyńskich używa.
WOJNA TRWA – ale humor Panom jak kapitanowi na Tytanicu dopisuje więc idąc tym torem powiem: Zycie biegnie szybciej niz Pędzacy Pierdzący Królik !
I miło jest żyć w kraju unijnym, gdzie:
1/ jak wynika z badań CBOSu ludzie są szczęśliwi i nie przejmują się pomyłą trwającą już lata, a którą uosabia rzeźnik ich praw obywatelskich na stanowisku rządowym;
2/ ciężka zima dla ludzi jest cudownym, choć rzadkim doświadczeniem i mimo to na zwałowiskach naszych kopalń leżą 3 miliony ton zapasów węgla, bo sprowadza się go z Rosji i USA !!!;
3/ w mediach codziennie można posłuchać słuchowiska “Sobiesiakowie” tak jak dawniej ” na żywo” “Matysiaków”.
Dodając do pkt 3. zdanie powiem, że dawniej tryb “live” wymuszony był brakiem możliwości rejestracji dzwięku i obrazu (za wczesnej komuny nie było magnetofonów, magnetowidów), więc aktorzy występowali na żywo. A okazuje się, że obecna technika, różne podglądy, podsłuchy, nagrywanie, montowanie, techniki komputerowe, cyfryzacja, przesyły satelitarne etc.etc – pozwalają osiągnąć tylko ten sam efekt !
Ponadto powiem, ze aktualne słuchowisko-widowisko, a może raczej powiedzmy show pt.”Sobiesiakowie”, nadawane od kilku tygodni w radiu i w TV, dowodzi, że media kasy nie mają na dobre programy edukacyjne i że z braku kasy przyjęto, iż wystarczy pospólstwu w tym zakresie tzw. “live cams” – z czatem twarz w twarz: komisja/pozwani goście.
Pomimo oszczędnej formuły – obecny show może być pożyteczny, bo pokazuje nam, jakimi instrumentami się posługując do idealnych rozwiązań odnośnie trzymania władzy za mordę dojść się próbuje.
A stosowane instrumenty (czytaj – komisje śledcze) są raczej tępe i że nic z tego jak zwykle nie wyniknie (no może poza ew. niechęcią wyborców do negatywnych bohaterów takich widowisk jesli trafią oni znów na partyjniackie listy kandydatów na jakieś tam wybieralne w wyborach powszechnych cieplbąków posadki) – to już raczej wiemy z poprzednich widowisk.
Show pokazuje też w tle, jakimi technikami posługują się nasze służby od bezpieczeństwa – w dochodzeniu do materiałów mogących stanowić wszelakiego rodzaju dowody zagrożenia demokracji oraz to, że gdy zabrakło terrorystów tę infrastrukturę i technikę można rozwijać przeciwko każdemu z nas (ładniej brzmi w obronie każdego z nas).
Paranoja polega na tym, że wystarczy by jakiś urzędnik państwowy np. z CBA wpadł na pomysł, a prokuratura zwyczajowo zaparafowała papierek np. o instalacji monitoringu posiadania narkotyków.
Sprawę przejmą specjaliści i stwierdzą, ze konieczne jest nie tylko w “Pędzącym Króliku”, ale w każdej innej mniej śmiesznej knajpie, instalowanie bezprzewodowego czujnika, badającego “live” skład puszczanych przez gości bąków – oczywiście tylko po to by monitorować gości czy nie mają coś ukrytego w żołądku a przy okazji na sumieniu. Coś na rzeczy jest – bo to, że dym papierosowy może zniekształcać wyniki powszechnego monotoringu w zakresie zawartości gazów w bąkach – już pojawiły się naciski przeforsowania w Sejmie ustawy zabraniającej palenia papierosów w knajpach. Nad tym zagadnieniem – jak podały media pracują mozolnie 2 inne komisje sejmowe.
Wszystko ze sobą może mieć zawiązek (a to bzbadą na właśnie do końca lutego komisja hazardowa śledcza) – naciski, przecieki, haki – wszystko.
Kończąc tę „poważną” kwestię show zastosuję sam technikę donosu – po to by było prawo i sprawiedliwość – i w ramach teorii globalnego ocieplenia, mój news poniżej dotyczyć będzie … WIOSNY.
Ma przyjść 21 marca 2010 r.
A jeśli Wiosna się spóźni – doniosę na nią do prokuratury w interesie uwięzionych pod śniegiem pączków żonkili.
europartia.pl
Ja przyznam, że czuję do Romka tak samo dużą jak irracjonalną sympatię. Nigdy bym na jego partię nie zagłosował, jego ojca wprost nie trawię ale Romek mnie roz…ala. Piękny miał speech w Sejmie na pożegnanie koalicji, nawet chłopcy z PiSu to przyznawali. A jego porady prawne dla Farfała, dzięki którym tamten się miesiącami bronił na stołku prezesa TVP, to był istny majstersztyk. Jak ten gówniarz wodził wytrawne wygi z PiSu za nos, to się w głowie nie mieści… np .”uchwała jest nie ważna bo peselu jednego członka rady brak i nie wiemy, czy to ten sam człowiek”. Genialne w swej prostocie. A to wszystko wrzuty od Romka. Poza tym Romek ma coś z ideowości, całkowicie mi obcej ale jednak ideowości. To cecha rzadko występująca u polityków. To jest coś za co cenię np Marka Jurka, że z powodu ustawy aborcyjnej rzucił legitymacją PiSu. Głosowałbym dokładnie odwrotnie do Jurka ale cenie gościa, że bronił swojego poglądu do końca. Jeśli przyjąć logikę osób będących za całkowitym, bez wyjątku zakazem aborcji tj. przyjąć założenie, że aborcja jest zabójstwem, tzn że reszta PiSu zgodziła się mordować w imię innych celów politycznych. Jurek się wyłamał skazując się de facto na koniec kariery politycznej i za to gościa cenię. A wracając do Romka. Oczywiście chłopak konfabuluje, Jaro żadnych teczek nie ma na Tuska i vice versa. Co do liderów obu partii nie mam cienia wątpliwości, że są czyści, bo lustrowali się wzajemnie od dawna (chyba, że się okaże, że 20 pokoleń wstecz Tusk miał w rodzinie Urlicha von Jungingena, to całkiem możliwe jak na Kaszuba). Gorzej z ich “dworami”. Obaj mają swoich Lipców, Styczniów, Jurgieli, Kaczmarków, Rosołów, Piłek, Chlebowskich i ich Sobiesiaków i nawet o tym nie wiedzą, póki to nie wyjdzie. Ważne, że się ich pozbywają w przeciwieństwie do ekipy Olina, Rywina i Alka, który swoich po chamsku i ułaskawiał.