Aż 59% Polaków uważa, że sprawy kraju idą w złym kierunku, a gospodarka znajduje się w kryzysie – tak pokazuje sondaż przeprowadzony przez TNS OBOP. W porównaniu z poprzednim miesiącem optymistów przybywa (jest ich o 4% więcej). Ale te cztery punkty to kropla w morzu jeśli spojrzeć na odsetek tych, którzy w rozwój naszego kraju nie wierzą.
Sondaż TNS OBOP poruszył kilka ważnych aspektów, nie będziemy teraz opowiadać o każdym pytaniu zadanym Polakom. Nas martwi jedynie fakt, że ponad połowa z nas nie wierzy w sukces obecnie panującego rządu. Niemalże zgodnie uważamy, iż nasza gospodarka popada w stagnację i że w najbliższych latach z kryzysu się nie dźwigniemy. Co ciekawe – sam Donald Tusk zapewniał ostatnio przedstawiając Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów, że jest zupełnie inaczej.
My jednak skupimy się na pytaniu dotyczącym naszej wizji „przyszłości”. Otóż prawie co trzeci Polak (aż 29% z nas) twierdzi, że w najbliższych latach nasz stan materialny ulegnie pogorszeniu i będziemy się robili coraz biedniejsi. Czego się obawiamy? Najbardziej przeraża nas wizja utraty pracy.
Nie ma co ukrywać, na wynik tego sondażu przyczyniły się dwie ważne rzeczy. Pierwsza to nieostające kłótnie i konflikty pomiędzy dwoma czołowymi ugrupowaniami politycznymi – Prawem i Sprawiedliwością oraz Platformą Obywatelską. Wielu polityków zarówno jednej, jak i drugiej partii po prostu się wobec mediów błaźni i to sprawia, że nasze zaufanie do rządu z każdym tygodniem jest coraz mniejsze. Drugi ważny aspekt to sprzedaż majątku stoczniowego, a w zasadzie niechlubny kontrakt z katarskim inwestorem, który stocznie w Trójmieście i Szczecinie zniszczył. Platforma Obywatelska odpowiedzialności za wspomniany upadek wziąć nie chce, a wręcz idzie dalej – chce prywatyzować kolejne wielkie zakłady pracy. Polacy boją się, że może się to zakończyć tak samo, jak w przypadku stoczni, a to oznaczałoby drastyczny wzrost bezrobocia w naszym kraju. A o etat już teraz jest niezwykle ciężko. Wykształcona młodzież może jedynie liczyć na angaż w hipermarkecie, ale tego typu praca nie napawa nikogo radością.
– „Peowcy mówią, że Polska jest lokomotywa Europy, że pędzimy ze swoją gospodarką, tyle że co to za lokomotywa, która nie ciągnie za sobą wagoników – ironizuje Marcin, student ekonomii na Uniwersytecie Szczecińskim. – Mój tata pracował w stoczni, teraz jest bezrobotny i do dziś nie dostał odprawy. Niełatwo się nam żyje. Tusk uważa nasz kraj za oazę w Europie, bo mamy dodatnie PKB. Tylko że taki bilans wyszedł tylko dlatego, że Polakom się zabiera, ale nic w zamian nie daje. Obecny rząd mógłby się wiele nauczyć od Balcerowicza.”
Jak będzie za rok? Tego nie wiemy i trudno nawet to dziś przewidzieć. W naszym kraju może dojść do wielu zmian, bo rządząca Platforma Obywatelska zapowiada wiele reform. Ale czy swoje pomysły PO zrealizuje? A jeśli, to czy zrobi to lepiej od swoich poprzedników? Bo jak dotąd większość reform w naszym kraju po prostu nie wychodziło.
2 Responses
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.
Oczywiście lepiej zrobić jak Grecja – rozdać górę pieniędzy, doprowadzając do roz….nia budżetu.
Lepiej ? Ale dla kogo?
Tyle słyszę z ust posłów pis o tym jak to PO i rząd robi wszystko tylko dla “piaru” i słupków w sondażach więc powinni byli dawać. A tu kiszka… Rostowski&co zamiast dawać starają się uszczelnić system – a to ludziom się niezbyt podoba.
Moim zdaniem to nie jest demokracja a demol-kracja. Jeśli dalej będą trwać licytacje między partyjne to skończy się to powtórką czerwca 56 w Poznaniu czy grudnia 1970r. Najlepszym rozwiązaniem było by zagonienie tej zgrai politykierów do pracy fizycznej za 900zł a ktoś mądry wziął jednoosobową odpowiedzialność za kraj przynajmniej na dwa lata i zniwelował ilość gryzipiórków do minimum.