Kaczyńscy jak dzieci – lubią się obrażać
Posted By admin on 17 marca 2010
Nie od dziś wiadomo, że bracia Jarosław i Lech Kaczyńscy nie są osobami specjalnie medialnymi. Kilka wpadek zaliczyli, od legendarnej „małpy w czerwonym”, po „spieprzaj dziadu” i równie głośny „Irasiad”. Wpadki mogą zdarzyć się każdemu, ale w tym wypadku trzeba sobie jasno powiedzieć, że obaj politycy zachowują się wobec swoich „nieszczęść” niczym dzieci w piaskownicy. „Chlapną” coś bez namysłu, a potem winą obarczają media.
Bracia Kaczyńscy słyną z wielu rozmaitych wypadków. Wystarczy „odpalić” popularny serwis YouTube, by znaleźć kilkadziesiąt filmików z udziałem naszego prezydenta Lecha i jego brata Jarosława. Niekiedy można boki zrywać, bo widać, że obaj panowie wyraźne nie potrafią się sprzedać.
Mnie osobiście rozbawia nie sam fakt, że prezydent ma problem z rozplątaniem kabelka od słuchawki podczas konferencji prasowej, ale to, że cokolwiek by się nie działo, to winne są media. Obaj bracia Kaczyńscy prezentują jedną wspólną cechę charakteru – „Pan o mnie zrobił brzydki program”, albo „Pan o mnie źle napisał”, więc ja z Panem rozmawiał nie będę. Oj, ci nasi politycy – obrażają się jak dzieci w piaskownicy.
Dowód? Świetnie ukazuje to film Tomasza Sekielskiego pod tytułem „Władcy marionetek”.
„Pan jest z TVN-u, nie będę z Panem rozmawiał” – mówi jeden z braci (nawet nie wiem, czy był to prezydent, czy były premier).
Czy tak się powinien zachowywać polityk? Niestety to taki zawód. Nawet na szczeblu lokalnym polityk musi się liczyć z tym, że jego decyzje i jego słowa mogą być skrytykowane przez media. I zazwyczaj politycy nawet wtedy, gdy nie mają czystego sumienia nie uciekają przed mediami. Przykładów jest wiele, bo nasi politycy dość często muszą wyjaśniać dwuznaczne sytuacje, które stawiają ich w złym świetle. Zazwyczaj, bo dwa wyjątki mamy – są to bracia Kaczyńscy. Śmieszne w sumie, bo nie dość, że nie potrafią się dobrze zaprezentować, to jeszcze boją się z mediami rozmawiać. Boją – a może po prostu uważają, że im wszystko wolno… jakąkolwiek by nie przyjąć teorię, to jestem skłonny pokusić się o stwierdzenie, że Jarosław i Lech Kaczyńscy to najbardziej niepoważni politycy w naszej „rządowej elicie”.
Na początku tego artykułu (i w tytule również) stwierdziłem, że Kaczyńscy jak dzieci – lubią się obrażać. Ale teraz sobie przypominam mojego siostrzeńca, energicznego pięciolatka, który potrafi się w piaskownicy obrażać na inne dzieci. Tyle że jemu złość po kilku minutach przechodzi i znów jest towarzyski. A bracia Kaczyńscy obruszyli się dawno temu i wciąż tkwią w tej swojej zawiści wobec mediów. Więc chyba to porównanie jest jednak niewłaściwe… dzieci takie nie są.
Wielkimi krokami zbliża się kampania wyborcza i chcąc nie chcąc liderzy PiS-u będą musieli się odbrazić i wyjść z ukłonami do mediów. Zdaje się, że znów zrobi się w telewizji kabaretowo…
Witam
Nieco racji w tym jest, ale jedynie trochę.
Weźmy na przykład takiego Donalda T. Proszę sobie wyobrazić że od lat dziecięcych jego ‘ulubionym zajęciem’ było/jest(?) namiętne dłubanie w nosie.
Wiem, wiem o tym fakcie “sza”, ale jego dawni koledzy z ław szkolnych maja tego świadomość. Ba, czasem ten nawyk jest “między wierszami” dawany do wiadomości przez np. jakiegoś fotoreportera. Proszę sobie wyobrazić że taką ‘przypadłością’ obarczony jest wspominany Kaczyński. Fakt ten byłby mielony minimum przez rok przez merdia.
Słusznie zauważył Erni że jak się chce to każdemu można coś wynaleźć.
Że Kaczyński “mlaska”?
A proszę się przypatrzeć i posłuchać wymowy i mlaskania jegomościa Żakowskiego! To dopiero dźwięki, to dopiero wstyd.
Ta, i jedynie przypadkiem 90% tych “wpadek” zostało upublicznionych przez TVN. Kaczyńscy rzeczywiście są niezbyt medialni ale obecnie to pewna stacja (chociaż nie tylko ona) podtrzymuje ich niekorzystny wizerunek. Bo jak powiedział klasyk “ciemny naród to kupi” . Każdego polityka (jak i osobę innej profesji) nagrywanego codziennie przez kilka godzin można na czymś złapać, choćby na dłubaniu w zębie. A widz pełen uciechy patrzy i mówi “zobacz kto nas reprezentuje”, jakby nigdy sam w zębie nie dłubał, nie przejęzyczał się, czy też będąc na kogoś/coś wkurzony nie odmówił sobie dania wyrazu swojej niechęci. Więc śmiejąc się z Kaczyńskich zdawajmy sobie jednocześnie sprawę, że ich obraz jest mocno wypaczony. Inna sprawa, że Jaro sam jest winien tej niechęci dziennikarzy. Po dojściu do władzy bezpardonowo ich obrażał i jako grupę zawodową i konkretne media i osobowo dziennikarzy. Ten błąd najwięcej go kosztował.
nic dodać, nic ująć…