Skip to content


Kto odpowie za stocznie?

Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń poprzedniego roku jest upadek polskich stoczni – trójmiejskiej i szczecińskiej. Sami stoczniowcy nie mają wątpliwości. Winą obarczają polityków Platformy Obywatelskiej, premiera Donalda Tuska i ministra skarbu, Aleksandra Grada. Sami politycy jednak do winy się nie poczuwają. Tymczasem tysiące polskich rodzin straciło pracę i źródło utrzymania.

Upadek naszych rodzimy stoczni nie był dużym szokiem. W zasadzie od kilku lat tego się spodziewaliśmy, tyle że chyba nikt nie spodziewał siew tym wszystkim, że polski rząd nie będzie czynił większych starań o to, by je uratować. Bo oczywiście politycy swoje mówią i wiedzą, niestety my tej wiedzy i tajników negocjacji z potencjalnymi inwestorami nigdy nie poznamy. Dla przypomnienia jednak zacytujemy dwóch – najbardziej zaangażowanych w sprawę polityków. W lipcu ubiegłego roku Aleksander Grad dla telewizji TVN mówił, iż: „Inwestor wielokrotnie zapewniał nas, że po to nabywa aktywa stoczni, żeby budować w tych stoczniach statki i że od wiosny wykorzystuje czas na zawieranie określonych umów po to, żeby we wrześniu tego roku (2009 – przyp. red.) rozpocząć na nowo funkcjonowanie tych stoczni”. Oczywiście jak się to skończyło, wszyscy doskonale wiemy. Czy inwestor okazał się oszustem, czy był nim minister skarbu? To będą zapewne rozstrzygać historycy i politolodzy. Stoczniowcy jednak nie mają złudzeń, dla nich kanalią pierwszej wody jest właśnie Grad. Nie wybacza chyba nigdy Donaldowi Tuskowi, który także ich oszukał. Także w lipcu ubiegłego roku mówił zapewniał on podczas konferencji prasowej, że: „Jeśli sprawa polskich stoczni nie znajdzie do końca sierpnia dobrego finału, to minister skarbu straci swoje stanowisko”. Tysiące stoczniowców pracę straciło, upadły dwa ogromne molochy, a minister Aleksander Grad ma się dobrze i żadnych konsekwencji nie poniósł. To nie stawia Donalda Tuska w dobrym świetle. A aluzje premiera, które można zinterpretować w następujący sposób: „Jeśli arabski inwestor wycofa się ze stoczni to nie będzie tragedii” po prostu szokują i dają wiele do myślenia. Czy chcemy, bo ktoś tak obojętny na los tysięcy Polaków rządził naszym krajem?

Nie dziwne, że stoczniowcy w końcu wyszli na ulice miast. Protestowali w Warszawie, protestowali w Trójmieście i Szczecinie. Tak naprawdę żaden z polityków dialogu ze stoczniowcami nie podjął. Nie dziwne, że ci czuja się dziś oszukani i pozostawieni na pastwę losu. Nie ma co ukrywać, same odprawy nie są w sanie złagodzić tutaj sporu, bo mowa utaj o kwotach, które nie umożliwiają założenie własnej firmy, a o znalezieniu innej pracy raczej mowy nie ma. W samym Szczecinie z kilkuset stoczniowców bez pracy angaż znalazło tylko czterech (z danych na początek stycznia br.).

Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z majątkiem stoczniowym. Liczne maszyny i same grunty stoją póki co bezużyteczne i zdaje się, że będzie to kolejny problem, który zaogni konflikt na linii stoczniowcy – rząd. W tym wszystkim jest pewne – nikt za upadek stoczni, za oszukanie tysięcy ludzi i za drastyczny wzrost bezrobocia nie odpowiedział i wszystko wskazuje, że nikt konsekwencji za to nie poniesie, choć błędy rządu są ewidentne.

Posted in Finanse, Polityka rodzinna, Społeczeństwo. Tagged with , , , , , , , .

0 Responses

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.

Some HTML is OK

(required)

(required, but never shared)

or, reply to this post via trackback.