Kto odpowie za stocznie?
Posted By admin on 1 lutego 2010
Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń poprzedniego roku jest upadek polskich stoczni – trójmiejskiej i szczecińskiej. Sami stoczniowcy nie mają wątpliwości. Winą obarczają polityków Platformy Obywatelskiej, premiera Donalda Tuska i ministra skarbu, Aleksandra Grada. Sami politycy jednak do winy się nie poczuwają. Tymczasem tysiące polskich rodzin straciło pracę i źródło utrzymania.
Upadek naszych rodzimy stoczni nie był dużym szokiem. W zasadzie od kilku lat tego się spodziewaliśmy, tyle że chyba nikt nie spodziewał siew tym wszystkim, że polski rząd nie będzie czynił większych starań o to, by je uratować. Bo oczywiście politycy swoje mówią i wiedzą, niestety my tej wiedzy i tajników negocjacji z potencjalnymi inwestorami nigdy nie poznamy. Dla przypomnienia jednak zacytujemy dwóch – najbardziej zaangażowanych w sprawę polityków. W lipcu ubiegłego roku Aleksander Grad dla telewizji TVN mówił, iż: „Inwestor wielokrotnie zapewniał nas, że po to nabywa aktywa stoczni, żeby budować w tych stoczniach statki i że od wiosny wykorzystuje czas na zawieranie określonych umów po to, żeby we wrześniu tego roku (2009 – przyp. red.) rozpocząć na nowo funkcjonowanie tych stoczni”. Oczywiście jak się to skończyło, wszyscy doskonale wiemy. Czy inwestor okazał się oszustem, czy był nim minister skarbu? To będą zapewne rozstrzygać historycy i politolodzy. Stoczniowcy jednak nie mają złudzeń, dla nich kanalią pierwszej wody jest właśnie Grad. Nie wybacza chyba nigdy Donaldowi Tuskowi, który także ich oszukał. Także w lipcu ubiegłego roku mówił zapewniał on podczas konferencji prasowej, że: „Jeśli sprawa polskich stoczni nie znajdzie do końca sierpnia dobrego finału, to minister skarbu straci swoje stanowisko”. Tysiące stoczniowców pracę straciło, upadły dwa ogromne molochy, a minister Aleksander Grad ma się dobrze i żadnych konsekwencji nie poniósł. To nie stawia Donalda Tuska w dobrym świetle. A aluzje premiera, które można zinterpretować w następujący sposób: „Jeśli arabski inwestor wycofa się ze stoczni to nie będzie tragedii” po prostu szokują i dają wiele do myślenia. Czy chcemy, bo ktoś tak obojętny na los tysięcy Polaków rządził naszym krajem?
Nie dziwne, że stoczniowcy w końcu wyszli na ulice miast. Protestowali w Warszawie, protestowali w Trójmieście i Szczecinie. Tak naprawdę żaden z polityków dialogu ze stoczniowcami nie podjął. Nie dziwne, że ci czuja się dziś oszukani i pozostawieni na pastwę losu. Nie ma co ukrywać, same odprawy nie są w sanie złagodzić tutaj sporu, bo mowa utaj o kwotach, które nie umożliwiają założenie własnej firmy, a o znalezieniu innej pracy raczej mowy nie ma. W samym Szczecinie z kilkuset stoczniowców bez pracy angaż znalazło tylko czterech (z danych na początek stycznia br.).
Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z majątkiem stoczniowym. Liczne maszyny i same grunty stoją póki co bezużyteczne i zdaje się, że będzie to kolejny problem, który zaogni konflikt na linii stoczniowcy – rząd. W tym wszystkim jest pewne – nikt za upadek stoczni, za oszukanie tysięcy ludzi i za drastyczny wzrost bezrobocia nie odpowiedział i wszystko wskazuje, że nikt konsekwencji za to nie poniesie, choć błędy rządu są ewidentne.
Comments