Miał być przełom, był kabaret
Posted By admin on 11 lutego 2010
Niektórzy uważają, że winą był brak pączków. Sejmowa Komisja Śledcza w Tłusty Czwartek nie poczęstowała Ryszarda Sobiesiaka pączkiem i ten nie chciał dziś z posłami rozmawiać. To naturalnie czarny humor. Kwintesencja tego, czego byliśmy świadkami podczas dzisiejszego przesłuchania w sprawie słynnej już afery hazardowej.
Obiecaliśmy sobie, że będziemy unikali tematu afery hazardowej. Bo pisanie o tym jest poniekąd strata czasu – sprawa i tak wcześniej czy później pójdzie w zapomnienie, winnych zapewne się nie skaże, bo w zasadzie winy udowodnić im nie będzie można, lub nikt tego nie będzie chciał. Wczoraj zeznawał Leszek Miller i nic nowego do sprawy nie zniósł. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali dzisiejszego dnia. Przed Sejmową Komisja Śledczą dziś usiadł bowiem Ryszard Sobiesiak. Wielu uważało, że to będzie przełom w sprawie.
Wszyscy śledczy zacierali ręce układając sobie pytania, jakimi „uraczyć” mieli dziś głównego prowodyra afery. Wszystko jednak spaliło na panewce, bowiem Ryszard Sobiesiak sobie ze śledczych po prostu sobie zakpił. Przyszedł z adwokatem, wygłosił na początku niezrozumiałe i nietrzymające się kupy oświadczenie, a potem już tylko używał dwóch zdań: „Nie ma nic do dodania w tej sprawie”, albo „Nie pamiętam”. Pełnomocnik Ryszarda Sobiesiaka brak odpowiedzi tłumaczył różnymi zapisami prawnymi, ale w swoich opiniach prawniczych był mocno chaotyczny i jak się czasami wydawało – niewiele się w ogóle na tym prawie znał. Sam Sobiesiak jednak nic sobie z tej sytuacji nie robił. Bo nie miał zamiaru zeznawać, a nikt go do tego zmusić nie mógł. Naturalnie posłowie mogą pokusić się o złożenie wniosku do prokuratury i egzekwowanie swych praw w Sądzie, ale jedyna kara, jaka grozi Sobiesiakowi za dzisiejszy „kabaret” to jedynie kara finansowa do 10 tys. złotych. Oczywiście dla potentata hazardowego to jedynie drobny wydatek, toteż groźby odnośnie owych konsekwencji za milczenie przyjmował Sobiesiak z ironicznym uśmiechem na twarzy.
No i tyle było nam z dzisiejszych zeznań.
Ryszard Sobiesiak obiecywał, że będzie zeznawał tylko w przypadku, kiedy na sali nie będzie dziennikarzy i osób postronnych. Oczywiście chodzi o utajnienie. A to dowodzi, że jednak Sobiesiak ma coś za uszami. Nie chce, by media mogły prześledzić jego zeznania, bo prawdopodobnie nietrudno byłoby złapać króla hazardu na kłamstwie.
Mimo że dzisiejszy dzień nie przyniósł nic nowego w związku z konkretną wiedzą, to jednak na pewno udowodnił, że faktycznie można mówić o aferze hazardowej. Bo gdyby Ryszard Sobiesiak nie miał nic do ukrycia i gdyby nie musiał kłamać, to z pewnością jego zeznania byłyby wyczerpujące. Starałby się nie tylko oczyścić swoje imię, ale wyjaśnić całą sprawę. A tymczasem…
można gdybać
Póki co nikt Sobiesiaka nie skazał, ale chyba wątpliwości nie ma…
Comments