Zbliża się czas wyborów, a to zawsze nam zaprząta głowę. Wielu z nas do urn nie chodzi, bo ma serdecznie dosyć błaznów w polityce i żadne ideologiczne hasła nie zmienią u nas tych przekonań. Ci, którzy zdecydują się zagłosować podczas wyborów prezydenckich, parlamentarnych, czy też samorządowych nie opowiadają się za programem wyborczym, ale przeciwko „komuś”. To dlatego w rządzie mamy tylu niekompetentnych polityków, ludzi zupełnie z przypadku.
Często zastanawiamy się, skąd tyle nieznanych nam osób w Parlamencie. O niektórych posłach lub senatorach nie wiemy absolutnie nic i kiedy pojawiają się na mównicy, to jesteśmy zaszokowani. Politycy przekładają takie polityczne nominacje na karb doskonałych programów wyborczych. Niech nas to jednak nie zmyli – to tylko i wyłącznie teoria, zresztą bardzo wygodna dla wielu politycznych ugrupowań. Rzeczywistość jednak dla tych nieznanych polityków jest zupełnie inna. Swoją obecność w rządzie zawdzięczają tylko i wyłącznie temu, że wyborcy postanowili zakreślić kogokolwiek na karcie wyborczej, byleby tylko nie oddać głosu na…
Czy Lech Kaczyński wygra zbliżające się wybory prezydenckie? Wątpliwe. A wszystko to nie dlatego, że PiS jako partia kieruje się złym programem, ale dlatego, że PiS odbierany jest personalnie. Kilka wpadek prezydenta i jego brata na forum społecznym wystarczyło, byśmy nienawidzili Prawa i Sprawiedliwości. Zapewne zagłosujemy na najbliższych wyborach na kogoś nie z powodu ideologicznych przekonań, ale przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu.
Zapewne z tego samego powodu Donald Tusk zrezygnował z wyścigu o prezydencki fotel. Wprawdzie poparcie społeczne miał ogromne i wyraźnie dominował wśród wszystkich polskich polityków, ale niewątpliwie afera hazardowa zebrałaby swoje żniwa. I tutaj ponownie nie sam Tusk byłby utożsamiany z Belwederem, ale jego partia, czyli Platforma Obywatelska. Zbigniew Chlebowski, Mirosław Drzewiecki i Marcin Rosół zrobili swoje – utopili nie tylko siebie samych na politycznej scenie, ale i Donalda Tuska.
Kto więc wygra w wyborach? To trudno dziś przewidzieć. Wydaje się, że Szmajdziński, czy Olechowski wielkich szans nie mają. Znając jednak nasze poglądy na politykę, to wielce prawdopodobne, iż zagłosujemy przeciwko komuś i wyjdzie nam z tego kolejny bigos – czyli ktoś, kto prezydentem być nie powinien. Dla przypomnienia – cztery lata temu głosowaliśmy nie za Lechem Kaczyńskim, ale przeciwko dziadkowi Donalda Tuska, który miał swój krotki epizod w Wermachcie.
Stąd też PSL, który od wielu lat niczym wielkim w naszym rządzie się nie wsławił, wciąż jest w Parlamencie. Politycy tej partii są nijacy, ale mając na uwadze wieczne konflikty pomiędzy PO, PiS-em i SLD, to decydujemy się na oddanie głosu na kogoś, kto nie jest tak bardzo agresywny. I mamy ten nieszczęsny PSL, który w koalicji jest tylko po to, żeby być.
0 Responses
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.