Dziś na ulice wielu miast Stanach Zjednoczonych wyszli studenci i pracownicy oświaty. W kilku miejscach zablokowali główne ulice, wszystko to w proteście przeciwko cięciom w budżecie na szkolnictwo wyższe. Jak uważają ekonomiści, już od najbliższego roku akademickiego koszt nauki na wyższej uczelni w USA wzrośnie aż o 30% ceny. To bardzo dużo, zważywszy, że już teraz wielu rodzin nie stać na to, by zapewnić swoim dzieciom należyte wykształcenie.
W ostatnich tygodniach kilkakrotnie słyszeliśmy o różnego rodzaju protestach. A to śmieciarze we Włoszech, a to strajkujący piloci w Lufthansie, dziś studenci i wykładowcy w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe – tam nikt nie boi się podjąć drastycznych kroków i zdecydowanie walczyć o swoje. I tak śmieciarze we Włoszech pozostawili góry odpadków w miastach, w niektórych niewiele brakowało, a doszłoby do epidemii groźnych chorób wynikających z zanieczyszczenia. Nie mniej swoje wywalczyli i dziś są z siebie dumni. Piloci znanego niemieckiego przewoźna nie latali kilkadziesiąt godzin narażając firmę na milionowe straty. Swoje wywalczyli. Zapewne odważne protesty zmuszą kongresmenów do tego, by jeszcze raz zrewidowali budżet i wsparli edukację. A w Polsce?
Z perspektywy czasu można pokusić się o stwierdzenie, że Polacy o swoje walczyć nie potrafią. Kilka osób położy się w zakładzie pracy i zrobi głodówkę, kilkanaście ruszy pod budynek sejmu z transparentami, pokrzyczą, popalą opony, ale w gruncie rzeczy bardziej zdecydowanych kroków nie widać. Brak odwagi, czy kiepska organizacja? Niekiedy można nawet pomyśleć, że naiwność i nieumiejętność wyciągania lekcji z historii. Wiele razy podczas bardziej „hałaśliwych” akcji wychodził do protestujących polityk i obiecywał podwyżki, poprawę warunków pracy, itd. Protest się kończył, a rząd ani myślał spełniać warunki, jakie wynegocjowały związki zawodowe i protestujący. I tak dziesiątki razów.
Nauczyliśmy się negatywnych wypowiedzi o politykach – jesteśmy chyba najbardziej niezadowolonym narodem w Europie. Wiemy, jak ogromne jest u nas bezrobocie, znamy skutki wielu fatalnie przygotowanych reform. Zdajemy sobie także sprawę z tego, jak bardzo urzędnicy są skorumpowani. Ale o tym tylko sobie opowiadamy, wyżywamy się na forach internetowych, ale nikt z nas nie protestuje publicznie.
Oczywiście nie jesteśmy za rewolucjami i wojnami domowymi, ale nie mamy też wątpliwości – nie będziemy szanowani tak długo, dopóki nie pokażemy, że kłamstwa i korupcja wiążą się z konsekwencjami. Niestety nie zanosi się, byśmy potrafili się zmobilizować jak niektóre grupy społeczne w innych krajach i wyszli na ulicę. A nie oszukujmy się – od zawsze jest tak, że dobrze mają tylko ci, którzy to sobie wywalczą.
One Response
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.
Wystarczy przeczytać same tytuły postów na tej stronie, a ten w całości, żeby zorientować się o co tu chodzi. Autor bądź autorzy są po prostu czerwoni, mimo stwarzanego przez nich wrażenia neutralności.