Trzeci, najwyższy stopień zagrożenia hydrologicznego obowiązuje na Wiśle na odcinku od Wyszogrodu do zbiornika we Włocławku w zlewni Pilicy i zlewni Bugu na Mazowszu oraz w Wielkopolsce w całym dorzeczu Warty. Woda przekroczyła tam stany alarmowe. A jeszcze kilka dni temu rząd uspokajał i mówił, że odwilże nie przyniosą nam żadnych powodzi.
Od wielu lat nasz kraj nękają powodzie. Wylewa Wisła, Odra, Warta, Noteć i Bug. Jak zwykle sztaby zarządzania kryzysowego problem zauważają dopiero wtedy, gdy wielka woda podtapia domy i zabiera dorobek całego życie wielu naszym rodakom. Po każdej powodzi słyszymy deklaracje od kolejnych polityków, od kolejnych rządów, że zostaną zbudowane i połatane wały przeciwpowodziowe. Z roku na rok sytuacja się powtarza, słyszymy te same obietnice, a wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych jak nie było, tak nie ma.
Kilka tygodni temu ze specjalistami spotkał się szef rządu, Donald Tusk. Po tym premier mówił, że przejmować się nie ma czym, bo skoro fachowcy mówią, że podtopień nie będzie, to znaczy że nie będzie. Nie pierwszy raz mamy do czynienia z osobami niekompetentnymi, ale że Tusk im uwierzył… My specjalistami nie jesteśmy, ale nie trzeba pracować w sztabie kryzysowym by wiedzieć, że topniejące tak wielkie pokłady śniegu muszą gdzieś „spłynąć i się rozlać”. Tak się też dzieje – tyle, że dziś jest już zbyt późno, by zapobiec kolejnym tragediom.
Powodzie i inne podobne kataklizmy zdarzają się na całym świecie, tyle że w innych krajach – nawet tych, które uważamy za uboższe od Polski – ktoś uczy się na błędach i miejsca pierwotnie zalewane często zabezpiecza się budując zbiorniki retencyjne, tamy, nawet elektrownie wodne, które potrafią nie tylko wykorzystać silę wody zamieniając ją na energię elektryczną, ale i minimalizować ryzyko powodziowe. Analizując to wszystko należy tylko ubolewać, że Polacy na błędach się nie uczą. Przestrzegał o tym kiedyś nasz słynny poeta, Jan Kochanowski pisząc, żeby nie dopuścić do sytuacji, że „Polak przed szkodą, i po szkodzie głupi”.
Martwi nas tez fakt, że osoby odpowiedzialne za zarządzanie kryzysowe nigdy nie odpowiadają za swoje błędy, jak zwykle wszystkie tego typu stanowiska są etatami z nadania politycznego, a nikt swoich krzywdził nie będzie. No właśnie – swoich nie, ale co powiedzieć o losie wszystkich rodzin pokrzywdzonych przez wielką falę?
Tu już nie chodzi tylko o Donalda Tuska, ale i o poprzednie rządy- zarówno Prawa i Sprawiedliwości, jak i PSL-u oraz SLD. Te ugrupowania od lat miały okazję, by wesprzeć wszystkich Polaków, których domy stoją w miejscach zagrożonych powodziami. Od wielu lat nikt jednak problemu tego nie rozwiązuje, nawet po Powodzi Tysiąclecie w 1997 roku. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie tak samo. Pojawi się wielki żal i płacz nad zniszczeniami, politycy pokażą się w miejscach największych tragedii, dadzą zrobić sobie zdjęcie z powodzianami, ale w sprawie zapobiegania takim sytuacjom nic nie ulegnie zmianie.
2 Responses
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.
„Polak przed szkodą, i po szkodzie głupi” to napisał Ignacy Krasicki.
oj Gościu Gościu: nie zrozumiałeś chyba intencji autora
Oczywiście odnosi się do “Pieśni o spustoszeniu Podola” autorstwa faktycznie Kochanowskiego
cyt:
“Cieszy mię ten rym:”Polak mądry po szkodzie”; Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą i po szkodzie głupi.”