Protest nic nie da
Posted By admin on 23 lutego 2010
Pielęgniarki wyszły na ulice, nie jest to na razie protest ogólnopolski, ale szefowa Szefowa OZZPiP Dorota Gardias zapowiada, że jeśli negocjacje z Minister Zdrowia, Ewą Kopacz nie przyniosą efektów, to obecnie trwający protest przerodzi się w strajk na skalę kraju. Pielęgniarki żądają podwyżek. My je popieramy, ale nie łudźmy się – podwyżek nie będzie, bo żeby takowe dać, trzeba mieć na to środki. A takimi rząd nie dysponuje.
O służbie i resorcie zdrowia można pisać całe książki. Wiele w tych tekstach pojawiłoby się zapewne złośliwości, bo tylko w ten sposób można reagować na wiele absurdów towarzyszących polskiej „medycynie”. Lekarze winą obarczają Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. NFZ z kolei uważa, że za błędy należy oskarżać dyrektorów szpitali, bo to oni mylą się jako zarządcy finansami. My, jako pacjenci z kolei twierdzimy, że winą za cały ten „zdrowotny” bałagan obarczyć należy niekompetentnych lekarzy, ich arogancję i fakt, że popełniają wiele błędów w sztuce, a nie są za to karani. To przerodziło się w ich lenistwo – i efekty są dziś widoczne.
To patowa sytuacja – zresztą my roztrząsać problemu szpitali nie mamy zamiaru. Tym powinien zająć się rząd i w końcu uzdrowić chorą służbę zdrowia kilkoma logicznymi reformami. Ale póki co nie ma w rządzie wystarczająco przebojowych polityków, którzy poszliby na wojnę z samymi lekarzami.
W kontekście samego protestu pielęgniarek i ich niskich zarobków można także pokusić się o liczne dyskusje. Tutaj sami jesteśmy skłonni przyznać rację Ewie Kopacz, która dziś powiedziała podczas konferencji prasowej, że brak podwyżek dla pielęgniarek leży w gestii dyrektorów szpitala. Ci bowiem podpisują kontrakty opiewające na bardzo wysokie sumy z lekarzami dając im astronomiczne podwyżki. Samym pielęgniarkom podwyżek żałują.
Słowa odnoszące się do złego zarządzania szpitalną kasą bardzo nas zaintrygowały. Głównie dlatego, że problem ten znamy z autopsji. W jednym ze szpitali w województwie zachodniopomorskim lekarz rekordzista zarabia 19 tys. złotych miesięcznie. I bynajmniej nie jest to profesor, wysokiej klasy specjalista prowadzący chociażby operacje na otwartym sercu. Bynajmniej. To zwykły magister, którego największym sukcesem jest wycięcie wyrostka robaczkowego. Wysoką pensję zawdzięcza jednak temu, że dyrektor szpitala to dobry znajomy. Takich pensji (o wiele za wysokich w stosunku do umiejętności i zadań lekarza) jest we wspomnianym szpitalu dużo więcej. Absurdalne kontrakty rujnują szpital, ale tym dyrektor się nie przejmuje. A pielęgniarki? Cóż… te mogą jedynie całą tę sytuację akceptować. Wysokie pensje bowiem personelu niższego stopnia nie obejmują.
Na podstawie sytuacji w tym szpitalu można przypuszczać, że podobne praktyki mają miejsce w innych placówkach. I zapewne bezsensowne wydawanie państwowych pieniędzy będzie trwało tak długo, dopóki prawo w tej materii nie zostanie unormowane, a reforma służby zdrowia jasno nie określi warunków, na podstawie których podpisywane będą lekarskie kontrakty. A dopóki lekarze będą mieli zbyt wysokie pensje, to pielęgniarki na podwyżki specjalnie liczyć nie mogą. Bo rząd po prostu pieniędzy na wyższe wypłaty nie ma, a jak mówi przysłowie: z pustego i Salomon nie naleje.
Comments