Sport areną polityków
Posted By admin on 3 lutego 2010
Już w poprzedniej dekadzie niewiele robiło się ku temu, by wspierać sport. Przynajmniej nie w naszym kraju. Obiekty sportowe były u nas liche, nie dziwne więc, że i nie organizowaliśmy za czasów PRL-u wielkich imprez sportowych. Sportowo od zawsze byliśmy krajem „Trzeciego Świata”, a pojedyncze sukcesy były raczej kwestią indywidualnych uzdolnień naszych sportsmenów. Dziś nic się specjalnie nie zmieni, sport wciąż kuleje, stryktury i zasady działania są przestarzałe, a politycy… robią karierę opierając się o sukcesy sportowców.
Ogrzewać się w blasku medali olimpijskich – od lat nasi politycy z otwartymi ramionami witali najwybitniejszych sportowców. Robili sobie wspólnie zdjęcia chwaląc się przy tym działalnością na rzecz rozwoju sportu. Nie od dziś politycy wchodzą w świat sportu, niekiedy nawet o naszych sportsmenów się kłócą. Tak było niespełna rok temu, kiedy to premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński zabiegali o spotkanie z siatkarzami, którzy wywalczyli Mistrzostwo Europy. Doszło do nie lada konfliktu, w którym jak się okazało lepiej spisał się premier. Bo siatkarze pojawili się właśnie u niego i przyjęli gratulacje za zdobycie złotych medali.
W ostatnich dniach dość głośno było z kolei o polskich szczypiornistach, którzy pod wodza Bogdana Wenty zajęli czwarte miejsce podczas europejskiego czempionatu. Czy nasi piłkarze ręczni rzeczywiście byli zbyt słabi, by zdobyć medal? Tego się już nie dowiemy. Faktem jest za to, że norwescy arbitrzy, którzy sędziowali nam półfinałowy pojedynek z Chorwacją wzbudzili wiele kontrowersji. W mniemaniu wielu kibiców ograbili nas z medalu. Słów krytyki nie szczędził też nasz prezydent Lech Kaczyński, który publicznie wyraził opinię, iż ma zastrzeżenia do sędziów.
Po powrocie do kraju nasi bohaterowie spotkali się z prezydentem w Belwederze. Padły nawet śmiałe hasła: „zorganizujemy Mistrzostwa Świata w Polsce”.
Oczywiście nie zabrakło w tym miejscu komentarzy opozycji. Jeden z posłów PO szydził na łamach prasy, że Lech Kaczyński ogrzewa się ciepłem sportowego sukcesu, uważa to za przedwyborcza propagandę. Owy poseł zapomniał w tym wszystkim, jak bardzo lider PO, Donald Tusk, kilka miesięcy usilnie temu zabiegał, by jako pierwszy przyjąć siatkarzy.
Nie stawiamy się po ani jednej, ani drugiej stronie. Sama sytuację przedstawiamy jedynie jako przykład tego, że politycy lubią się obnosić nie swoimi sukcesami. I mowa tutaj nie tylko o wielkiej polityce i medalach z największych imprez sportowych na świecie. To także lokalna polityka, kiedy to burmistrzowie i radni zasiadają nierzadko w zarządach miejscowych klubów sportowych. A wszystko to nie po to, by rzeczywiście działać dla dobra dyscypliny, ale by pokazywać się kibicom. Fanów sportów w naszym kraju nie brakuje. Jak więc łatwo zauważyć, jest to spory potencjał wyborczy. Nie dziwne więc, że politycy wielcy i mali próbują jak najlepiej się sprzedać na sportowych arenach.
Comments